– Chciałbym zdementować kwestie dotyczące konieczności nowelizacji Prawa zamówień publicznych – ogłosił minister aktywów państwowych Wojciech Balczun. Co Pzp i europejskie zasady mówią o stosowaniu local contentu w praktyce?
Panel poświęcony local contentowi na XVIII Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach rozpoczął minister aktywów państwowych Wojciech Balczun, który na wstępie zdradził, że rząd rozważał zmianę nazwy terminu na bardziej polską, jednak ostatecznie ten pomysł upadł.
– Przeszliśmy ścieżkę konsultacyjną i mieliśmy wielki problem, bo wszyscy mówili „local content”, a dodatkowo koło ratunkowe podał nam prof. Jerzy Bralczyk, który powiedział, że polski jest otwartym językiem absorbującym dziś dużo z dominującego na świecie angielskiego – zdradził minister.
Local content nie zmieni Pzp
Minister przypomniał, że przy
przedstawieniu definicji w siedzibie zakładów Apator pod Toruniem omówiono również rekomendowany
sposób mierzenia krajowości podmiotu, a sam projekt local contentu ocenił jako „przekrojowy”, doceniając to, że resortowi udało się wyjść poza schemat myślenia o ministerstwie jako tylko nadzorującym spółki skarbu państwa, ponieważ inicjatywa stała się powszechnie dyskutowana.
– Miejsce ogłoszenia było nieprzypadkowe. Wybraliśmy przykład wzorcowy – połączenie kompetencji spółki skarbu państwa Enea z dostawcą prywatnym polskim produkującym rozwiązania nie tylko konkurencyjne – cenowo i jakościowo – ale też będące odpowiedzią na potrzebę związaną z bezpieczeństwem państwa. Żyjemy w rozchwianych czasach. Sytuacja geopolityczna jest trudna. Przykłady związane z pandemią i wojnami, które się teraz toczą, powodują, że niezależność gospodarcza i samowystarczalność jest kluczem do bezpieczeństwa. Wiemy też, że są kraje, które prowadzą agresywną ekspansję w układzie globalnym, która podyktowana jest biznesem i polityką – oznajmił Balczun.
Przedstawiciel rządu zdradził, że pilotażowo pierwszym sektorem, który będzie pod lupą przy badaniu local contentu będzie sektor energetyczny, a konkretniej offshore. Wyjaśnił również, że tworząc definicję MAP współpracowało z Urzędem Zamówień Publicznych oraz GUS-em, by wypracować strategię wprowadzania local contentu.
– Chciałbym zdementować kwestie dotyczące konieczności nowelizacji Prawa zamówień publicznych. Uważnie to przeanalizowaliśmy. Od dłuższego czasu Pzp nie mówi, że trzeba się kierować tylko kryterium najniższej ceny. Natomiast, z racji na doświadczenia zamawiających, zostało to ugruntowane w systemie, że najlepiej wybrać najniższą cenę. My mówimy o czymś innym – o wybraniu najlepszej oferty, w której cena jest tylko częścią. Musimy też patrzeć na inne kryteria, jak te opisane w local content – wyjaśnił i zaapelował Wojciech Balczun.
Przepisy Pzp i europejskie standardy
W toku dyskusji panelu zastanowiono się też, jak stawianie na rodzimych wykonawców może zostać odebrane przez przepisy, ale też Unię Europejską. Sprawę najpierw objaśniła prezes Urzędu Zamówień Publicznych – Agnieszka Olszewska.
Jak wskazała, wyrok TSUE z października 2024 roku pozwolił wprowadzić zmiany do Pzp, które pozwalają teraz zamawiającym świadomie podejmować decyzje w zakresie udziału wykonawców z państw trzecich, co wzmacnia pozycję polskich przedsiębiorców. Dodała jednak, że inną możliwością jest wykorzystywanie szeregu instrumentów, które są w Pzp, a nie do końca są wykorzystywane, a są niezbędne, by wspierać polską gospodarkę.
– Chociażby są to wstępne konsultacje rynkowe, czyli taki instrument, który pozwala przed uruchomieniem przetargu porozmawiać z wykonawcami, rozpoznać rynek, poznać silne strony przedsiębiorców krajowych, ale tez dobrze zaopiekować przedmiot zamówienia i warunki umowne w taki sposób, by świadomie prowadzić proces zakupowy nastawiony na realizację celów ważnych z punktu widzenia interesu państwa – wskazała, dodając, że te z kolei określa chociażby dokument polityki zakupowej państwa przyjmowany przez radę ministrów co cztery lata. Wśród trzech priorytetów zawartych w nim są: wspieranie potencjału i konkurencyjności polskiej gospodarki, wzmacnianie odporności państwa i profesjonalizacja rynku zamówień publicznych.
O legalności stosowania tak zaprezentowanego local contentu z perspektywy europejskich przepisów mówił natomiast Marcin Trepka, czyli partner kierujący praktyką Prawa Ochrony Konkurencji i Konsumentów w Baker McKenzie. Zwrócił uwagę, że zasady są wszędzie takie same, a preferencja przedsiębiorców nie może doprowadzić do naruszenia reguł konkurencji i zaburzenia handlu między państwami członkowskimi, co oznacza, że nie możę następować dyskryminacja innych podmiotów i ograniczenie wolnego handlu wewnątrzwspólnotowego.
Jak dodał, Europa ma już pewne doświadczenia w tym zakresie, bo local content to nie jest nowa inicjatywa i była popularna w UE szczególnie po kryzysie gospodarczym w 2008 roku. Dzięki temu, dziś możemy wiele wynieść z orzecznictwa w tamtym okresie KE czy TSUE – zarówno tego, co było oceniane pozytywnie, jak i negatywnie.
– Te pozytywne to na pewno lokalizacja, czyli miejsce prowadzenia działalności gospodarczej. Podobnie jest z zatrudnieniem, czyli utrzymywaniem miejsc pracy z zastrzeżeniem, że musi być to neutralny czynnik. To znaczy, że nie może uprzywilejowywać konkretnej grupy narodowej. Była też mowa o łańcuchu dostaw. W takim kontekście, że jeżeli był on w Europie, to KE wypowiadała się pozytywnie. Jeżeli był on lokalny, to ocena była negatywna – wymieniał.
Wśród negatywów zwrócił natomiast uwagę, że bardzo często źle oceniane były wszelkiego rodzaju preferencje lokalnych zakupów, komponentów i usług.